– Nienawidzę cię – niska brunetka, o niebieskich oczach warknęła do rodzicielki. Miała ochotę zacząć przeklinać na jej osobę, jednak się powstrzymała i siedziała cicho, do czasu. – Nie rozumiem tego, w ogóle, dlaczego się tutaj przeprowadziliśmy, to koszmar, wolę Polskę, mamo, błagam cię, wracajmy! – jęczała niezadowolona, jednak kobieta twarda jak skała nie zwracała na nią uwagi. Po co tracić czas?
– Tamara, kochanie, który jest dzisiaj? – odezwała się w końcu, jednak nie była zafascynowana tym pomysłem.
– 21, wczoraj zaczęła się ta... Wiosna – prychnęła i odwróciła wzrok. Jej ojciec był już dawno w Londynie i nawet nie myślał o tym, żeby odebrać jego dziewczyny z lotniska.
– A kiedy miałaś ostatnio miesiączkę? – zapytała Tamarę Katarzyna, bo tak miała na imię ciemnowłosa kobieta, o równie ciemnych oczach.
– Weź się lecz! – krzyknęła brunetka. Zdecydowanie była zbuntowaną nastolatką i pomimo swojego słodkiego wyglądu, dusiła w sobie wiele strasznych myśli. Jej rodzice nie spędzali z nią dużo czasu ponieważ pracowali, a wynikiem tego była ich zła na świat córka. Jedyna córka. – Jesteście chorzy!
– Tamara, nie bulwersuj się i nie tym tonem, jasne?! – Katarzyna trzymała nerwy na wodzy. Pomimo swojego łagodnego wyglądu, również umiała wiele powiedzieć.
– Nie, ciemno, wiesz?! – schowała twarz w drobne dłonie. Kasia zrobiła się cała czerwona, a Tamara zaczęła chichotać. Pomimo tego, że Tamara była córką Kasi, czasem miała rodzicielka dosyć zachowania córki. Jej bunty były naprawdę denerwujące i najświętszy by tego nie wytrzymał.
Reszta drogi minęła w ciszy, ponieważ nikt nie ośmielił się odezwać. Oczywiście, że ta cisza była denerwująca tak samo jak Tamara, jednak było... Tak inaczej.
Samochód się zatrzymał jak na komendę, a tą komendę było wyjęcie kluczyków ze stacyjki, no bo jakżeby inaczej. Dom pod którym się znajdowały dziewczyny, był kremowy z czerwonym dachem. Był on niewielki ze względu na to, że zarobki ojca brunetki i jej matki nie były duże, jednak wystarczające na spokojne życie.
– I jak? – zapytała Katarzyna przerwyjając niesforną ciszę. Tamara nie odezwała się jednak ani słowem i ruszyła pędem w stronę drzwi, nie zwracając nawet uwagi na swoje bagaże.
Wparowała do domu i nie przyglądając się nawet wnętrzu, pobiegła na górę.
– Tamara, kochanie, który jest dzisiaj? – odezwała się w końcu, jednak nie była zafascynowana tym pomysłem.
– 21, wczoraj zaczęła się ta... Wiosna – prychnęła i odwróciła wzrok. Jej ojciec był już dawno w Londynie i nawet nie myślał o tym, żeby odebrać jego dziewczyny z lotniska.
– A kiedy miałaś ostatnio miesiączkę? – zapytała Tamarę Katarzyna, bo tak miała na imię ciemnowłosa kobieta, o równie ciemnych oczach.
– Weź się lecz! – krzyknęła brunetka. Zdecydowanie była zbuntowaną nastolatką i pomimo swojego słodkiego wyglądu, dusiła w sobie wiele strasznych myśli. Jej rodzice nie spędzali z nią dużo czasu ponieważ pracowali, a wynikiem tego była ich zła na świat córka. Jedyna córka. – Jesteście chorzy!
– Tamara, nie bulwersuj się i nie tym tonem, jasne?! – Katarzyna trzymała nerwy na wodzy. Pomimo swojego łagodnego wyglądu, również umiała wiele powiedzieć.
– Nie, ciemno, wiesz?! – schowała twarz w drobne dłonie. Kasia zrobiła się cała czerwona, a Tamara zaczęła chichotać. Pomimo tego, że Tamara była córką Kasi, czasem miała rodzicielka dosyć zachowania córki. Jej bunty były naprawdę denerwujące i najświętszy by tego nie wytrzymał.
Reszta drogi minęła w ciszy, ponieważ nikt nie ośmielił się odezwać. Oczywiście, że ta cisza była denerwująca tak samo jak Tamara, jednak było... Tak inaczej.
Samochód się zatrzymał jak na komendę, a tą komendę było wyjęcie kluczyków ze stacyjki, no bo jakżeby inaczej. Dom pod którym się znajdowały dziewczyny, był kremowy z czerwonym dachem. Był on niewielki ze względu na to, że zarobki ojca brunetki i jej matki nie były duże, jednak wystarczające na spokojne życie.
– I jak? – zapytała Katarzyna przerwyjając niesforną ciszę. Tamara nie odezwała się jednak ani słowem i ruszyła pędem w stronę drzwi, nie zwracając nawet uwagi na swoje bagaże.
Wparowała do domu i nie przyglądając się nawet wnętrzu, pobiegła na górę.